Miłe panie, drodzy panowie! Zamknijmy raz na zawsze erę przesądów i przytłaczającego hedonistyczną stronę naszej natury moralizatorstwa. Otóż masturbacja, zwana jeszcze onanizmem, ipsacją, oraz samogwałtem, jakiej by nie użyć nomenklatury jest czymś, do czego każdy z nas ma prawo, niezależnie od wieku. Co więcej, nie powoduje ona depresji ani nadżerki! Nie pogarsza jakości pożycia z partnerem i nie ma też dowodów na to, jakoby jej uprawianie miało nas w wiecznej konsekwencji doprowadzić do piekielnych czeluści. A ci wszyscy, którzy nas tym straszą, najpewniej sami odkryli już dawno tę naturalną przyjemność stymulacji własnego ciała do osiągania rozkoszy, tylko mają problem z przyznaniem się do tego.
Onanizowanie się, bowiem to jedna z niewielu rzeczy, która na każdym skrawku ludzkiego globu, niezależnie od kultury, jest nam dana w pakiecie tego, czego nie musimy uczyć się od nikogo, co każdemu podpowiadają instynkty. Jak każdą umiejętność, można ją jednak rozwijać i w sposób coraz bardziej wyszukany, przynoszący nowe, fascynujące doznania przeżywać apogea dobrej, naturalnej przyjemności wynikającej z odkrywania tajemnicy złożoności ludzkiego ciała i psyche.
Zastanówmy się, do czego służy naszemu gatunkowi przyjemność masturbacji. No właśnie, jest to przyjemność, a więc powinna być kojarzona z nagrodą za… otóż za zainteresowanie trwałością naszego gatunku. Właśnie dlatego seks jest przyjemny, bo z ewolucyjnego punktu widzenia pozwala na przekazywanie życia. Nie należy jednak dokonywać w tym zakresie nadinterpretacji: nie jest tak, że tylko ci, którzy pragną mieć potomstwo godni są przeżywania orgazmów. Matka natura tak stworzyła system prokreacji ludzkiego gatunku, że nawet biorąc pod uwagę tę część społeczeństwa, która ochoty na rozmnażanie nie ma, lub w przypadku związków homoseksualnych, lub przeszkód medycznych, czy kulturowych nie może przekazać życia, duch, jaki unosi się nad meandrami naszej seksualności jest w swym wydźwięku pozytywny i radosny. Nie tylko człowiek ma zdolność zaspokajania seksualnych żądzy poprzez onanizowanie się, a więc bez konsekwencji w postaci ciąży. W świecie zwierzęcym praktyki te są równie popularne i nie powodują żadnych odchyleń związanych z poczuciem winy, które często, aczkolwiek niesłusznie obserwujemy u ludzi. Jak więc robią to zwierzęta? Część radzi sobie najogólniej mówiąc pocierając (łapą lub ogonem a nawet, jak w przypadku koni, brzuchem czy u kóz- pyskiem) swoje genitalia, inne konstruują coś w rodzaju wibratorów (niezaspokojone jeżozwierze wykorzystują ciągnące się za nimi po nierównościach gałązki a fretki zadowolą się byle kamieniem). Są też takie, którym, na przykład w sezonach rozrodczych ubogich w partnerów w rozładowaniu napięcia seksualnego pomagają koleżanki. Delfinice wkładają swoim koleżankom płetwy do pochwy, szympansice zaś uwielbiają pocierać się wzajemnie kroczami.
Cały świat przyrody korzysta więc z uciechy, jaką daje bezstresowy seks bez, lub z minimalnym udziałem drugiej istoty. Każda próba przerwania tych behawioralnych symptomów (na przykład przez hodowców), prowadzi nieuchronnie do obniżenia nastroju zwierzęcia, cierpienia z powodu niezaspokojenia, a nawet groźnych chorób. Tak jest i w przypadku ludzi- tłumienie naturalnych instynktów nie może przynieść nic dobrego. Odczuwamy potrzebę zaspokajania głodu- jemy, wypróżniania się- robimy to. Nie ma powodu, by potrzeba zaspokajania w sposób nikogo niekrzywdzący naszych potrzeb seksualnych, prowadziła do wstydu, czy poczucia winy.
Gdyby rozpatrywać temat onanizowania się jeszcze głębiej, dotykając sfery duszy i psychiki, doszlibyśmy do wniosku, że jest to nic innego, jak wyraz miłości do samego siebie, akceptowania naszego ciała i naszych potrzeb. Czy może być coś bardziej dojrzałego, niż bezwarunkowa miłość do istoty, którą widzimy w lustrze? Podobno proces dochodzenia do miłości własnej jest lekcją odrabianą codziennie przez całe życie. Nie ma nic wspólnego z egoizmem. Świadczy jedynie o spełnianiu się w tym najgłębszym sensie, obdarzaniu swojego ciała i duszy miłością, ciepłem, dbania o to, by było nam dobrze, by nic nie zakłócało wychodzeniu naprzeciw naturalnym potrzebom wynikającym z naszego jestestwa. Co ważne, kochanie siebie może być pięknym początkiem do pokochania i zaakceptowania reszty świata! Również spełnianie swoich fantazji erotycznych poprzez onanizowanie się, może nas pewnego dnia przenieść do świata, w którym w pełni siebie świadomi, radość z seksu przekażemy partnerowi. W tym znaczeniu onanizm można traktować jako wstęp i najlepszą lekcję przygotowującą do seksu z partnerem, czy partnerką.
Podsumowując powyższy aspekt masturbacji, popularne nazwanie tego zespołu praktyk „samogwałtem” zupełnie mija się z prawdziwą naturą rzeczy. Jest wręcz odwrotnie: gwałtu na sobie samym dokonujemy nie zaspokajając podstawowych potrzeb, w tym seksualnych.
Na szczęście niewielka tylko część społeczeństwa opiera się na siłę swojej naturze. Od przedszkolaka, przez gimnazjalistę, statecznego ojca rodziny, po emerytowaną nauczycielkę, wszyscy to robimy- onanizujemy się - i na zdrowie!
Z autoerotyzmem spotykamy się już u kilkuletnich dzieci. Maluch zaczyna być świadomy siebie, swojego ciała, bada je więc, z zaciekawieniem odkrywając własne reakcje. Nie świadczy to o zwichrowanej jego naturze. Wręcz przeciwnie- dziecko powinno interesować się światem i postrzegać siebie i swoją budzącą się seksualność, jako jego część. Onanizowaniu się przedszkolaków i młodszych dzieci nie towarzyszą jeszcze żadne fantazje o charakterze erotycznym. Zabawa z własnymi genitaliami przynosi zadowolenie czysto fizyczne, tak jak jedzenie, czy ciepła kąpiel.
Kolejnym okresem, kiedy zaczynamy szczególnie fascynować się własnym ciałem jest okres dojrzewania i tak zwanej „burzy hormonów”. Tu pieszczoty swojego physiszyskują dodatkowe znaczenia. Służą, jak u młodszych dzieci, dawaniu sobie przyjemności, ale też rozładowywaniu napięcia seksualnego i poznawaniu siebie, jako istoty seksualnej, a więc mającej określone potrzeby i predyspozycje. Nastolatki, które radośnie poddają się potrzebie ipsacji, później w kontaktach z partnerem przeżywają mnie rozczarowań i łatwiej osiągają rozkosz niż te, które starały się swoje instynkty stłumić już we wczesnej młodości. Wiek lat kilkunastu to wiek trudny, bo prócz tego, że poznajemy jak działa nasze ciało, to uczymy się też jak działa społeczeństwo, w tym również krąg znajomych przekazujących sobie nierzadko sprzeczne komunikaty, przesądy podsycane jeszcze przez środowiska o charakterze konfesyjnym, które mogą powodować skonfundowanie i zahamowanie rozwoju seksualnego. Tymczasem psychoterapeuci zajmujący się seksualną sferą życia człowieka zgodnie twierdzą, że jeśli tylko mamy ochotę na orgazm w pojedynkę, nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by to marzenie realizować, ilekroć się pojawi i to niezależnie od wieku.
Kolejnym szczeblem w drabinie dojrzałości seksualnej jest moment, kiedy potrafimy odpowiedzieć sobie na pytania: co mi sprawia przyjemność, która część mojego ciała jest szczególnie wrażliwa i na co, czego nie lubię i nie akceptuję? Gdyby nie różne techniki masturbacji, rzadko, kto miałby w życiu możliwość określenia się w tym zakresie, ponieważ seks z partnerem daje zazwyczaj odmienne doświadczenia, nie ma w nim (lub nie powinno być) miejsca na przyjemność wyznaczaną tylko przez jedną stronę. Stąd zanim poznamy tę stronę rozkoszy, dobrze jest eksplorować i uczyć się samego siebie.
To z kolei, prowadzi do umiejętności zgłębiania dalszych tajemnic seksu, tym razem już we dwoje. Przyjemność, jaką wnosi w życie dawanie czułości i rozkoszy drugiej osobie, jest przyjemnością bardziej złożoną od tej polegającej na zaspokajaniu tylko swoich potrzeb. Seks z drugim człowiekiem daje więc oczywistą przyjemność sensualną, stymulowaną jeszcze poczuciem, że mogę mieć wpływ na to, że druga osoba czuje się właśnie równie fantastycznie.
Ale wróćmy do masturbacji, jako ów bazy do dalszych doświadczeń. Technik zaspokajania się jest bardzo wiele. Najogólniej mówiąc, chodzi o to, by ciało doświadczyło „tego, co pomyśli głowa”. Założeniem masturbacji jest przeżywanie fantazji seksualnych. Wszystko rodzi się w umyśle. Sposobów na orgazm jest bardzo wiele. Wygląda to trochę inaczej u mężczyzn i kobiet, choć pewne założenia i cechy są wspólne.
Zacznijmy od panów. Są tu zwolennicy „szybkich numerków” z własną ręką w toalecie, ale też amatorzy niespiesznych zabaw z towarzyszeniem różnych akcesoriów. Zawsze jednak chodzi albo o penisa, albo/i o przyjemność analną.
By zadowolić buntującego się w spodniach „szaleńca” przygotuj sobie chusteczkę, ręcznik, lub cokolwiek, by zmyć z siebie końcowy efekt rozkoszy. Jeśli masz ochotę to zrobić leżąc na plecach- zdejmij koszulkę, bo sperma może ją zabrudzić.
A teraz do rzeczy. Jeśli do dyspozycji masz tylko (albo aż) swoją dłoń, kluczową sprawą będzie sposób i moc pocierania nią penisa. Klasyczna metoda polega na objęciu penisa i masowania go w górę i w dół. Jest to wygodne, kiedy jest on większy niż pięść. Kiedy jednak jest inaczej można spróbować metody trzech, lub pięciu palców. Pozwala ona również na lepsza kontrolę ruchów ręki. Ciekawą opcją ( na całą sesję, lub tylko kilka jej minut) jest metoda back-hander – dłoń porusza się jak w metodzie podstawowej, ale jest zwrócona w drugą stronę.
By onanizowanie się ręka było jeszcze przyjemniejsze, można użyć środka nawilżającego. Często jest nim własna ślina, ale w tej chwili w każdym markecie można zakupić lubrykant, który działa znakomicie, nie wysusza skóry, ponadto jest łatwy do zmycia.
O przyjemność dla penisa można zadbać również stosując różne akcesoria. Są nimi popularne ostatnio sztuczne pochwy. Występują one w różnych rozmiarach i modelach, z wibratorami, prążkowane, a wszystkie wykonane są z materiału mającego jak najlepiej imitować kobiecą waginę. Sztuczne pochwy znajdziemy również w wersjach „dziewiczych”!
Pomysłów na to, co może pomóc nam w osiągnięciu rozkoszy jest właściwie tak wiele, jak wielu panów. Przytoczmy tu jeszcze dwa niezwykle fascynujące sposoby na piękny wytrysk we własnym towarzystwie.
Są mężczyźni, którzy chodzą do lasu na grzyby, na polowanie, a są też tacy, którzy chadzają tam, by przeżyć stosunek na łonie (sic!) natury, konkretnie na drzewie. Oczywiście wszystko odbywa się bez negatywnego wpływu na florę. Po prostu znaleźć trzeba drzewko w kształcie litery Y, nałożyć prezerwatywę (unikniemy wtedy otarć) i pocierać penisa o kąt, jaki wytworzyły gałęzie. Mamy tu zasygnalizowany motyw płodności Matki Natury i mężczyzny, który w specyficzny sposób tę płodność afirmuje.
I na koniec sposób, niestety nie dla wszystkich: miłość francuska z wykorzystaniem własnych ust i… własnego penisa! Tylko co trzeci mężczyzna jest w stanie tak się wygiąć, by to się udało, ale doznania są rewelacyjne, więc może warto próbować?
Metodą chętnie wykorzystywaną zarówno przez panów, jak i panie, jest masturbacja analna. Przynosi ona niebotyczne przyjemności (u pań stymuluje tylną ścianę pochwy, u panów prostatę), oraz chroni przed żylakami odbytu. Niezbędnym narzędziem są tu własne palce, korki analne, dilda, lub wibratory. Modeli tych akcesoriów jest wiele. Ważne, by zachować ostrożność, szczególnie na początku naszej przygody z anusem i zawsze stosować nawilżenie.
Motyw wibratorów, dildo i innych produktów „penisopodobnych” ciągnie się również w świecie damskiej masturbacji. Stymulowanie pochwy takimi przyrządami ( kupionymi specjalnie w tym celu, ale czasem też są to np. butelki, warzywa, części mioteł lub palce dłoni) jest niezwykle popularne i przydatne szczególnie, gdy chcemy odkrywać tzw. orgazmy pochwowe stymulując punkt G.
Kobieta może doznać orgazmu również pobudzając łechtaczkę. Można to robić pocierając ten mały, ale jakże istotny narząd ręką, drażniąc go na przykład wibrującym tzw. „motylkiem” lub nakierowując w jego stronę strumień wody (Uwaga! Zdarza się, że orgazm jest wtedy tak silny, że można dosłownie stracić na moment przytomność).
Czasem udaje się też osiągnąć pełnię rozkoszy bawiąc się sutkami (przy większym biuście można samej pieścić je językiem), a czasem nawet nie dotykając się, tylko wywołując orgazm poprzez fantazjowanie – są panie, którym i to się udaje i to najlepszy dowód na to, że seks rodzi się w mózgu!
Rzadko, ale jednak zdarzają się też amatorki dosyć wysublimowanej zabawy mającej na celu wprowadzanie różnych przedmiotów do cewki moczowej- wyjątkowo unerwionej i wrażliwej na ruchy w jej wnętrzu.
Wszystkie te techniki, to tylko część z ogromnego zasobu wiedzy i doświadczeń seksualnych naszych mam, ojców, pradziadków i prababć, którzy próbowali różnych rzeczy, adaptowali pomysły od swoich rówieśników i jak świat stary cieszyli się ze swojej seksualności. Oczywiście, jeśli nie pozwalały na to normy społeczne, robili to tylko w zaciszu własnej sypialni, ale jedno jest pewne: żadne względy kulturowe, czy systemy religijne jeszcze nie pokonały źródła ludzkiej siły, a mianowicie instynktu zaspokajania własnych potrzeb. Tak więc nie miejmy żadnych wątpliwości, czy wejście na tę stronę było moralnie słuszne, czy nie- dobrej zabawy, kochani!